sobota, 30 czerwca 2018

"W promieniach szczęścia" Agata Przybyłek - recenzja przedpremierowa

71/2018

Dziś przychodzę do Was z niezwykłą książką. Książka tak samo cudna jak okładka!

Zapraszam na moją recenzję.






Jak zobaczyłam tę okładkę to nie mogłam od niej oderwać oczu. To takie moje małe marzenie. Usiąść w ciszy i spokoju na takiej werandzie, spojrzeć na wodę, powdychać świeże powietrze i poczytać...

Jest to książka z gatunku tych, które chcesz skończyć, żeby zobaczyć jakie autorka wymyśliła zakończenie, a z drugiej strony chcesz się delektować opisami i całą historią. 

Mamy tu kilku bohaterów i kilka historii, które w sumie łączą się w jakiś sposób. Dokładnie pisząc poznajemy losy dwóch par. Historia jest napisana w bardzo przystępny sposób, gdyż narratorami jest kilka osób, dzięki czemu możemy dokładnie "wgryźć się" i poznać myśli danej osoby.

Na samym początku autorka opisuje losy Łucji, młodej biednej studentki prawa, której bardzo zależy na skończeniu studiów. Dziewczyna utrzymuje się z dwóch stypendiów, czas wolny spędza na nauce, jest rozsądna i na swój wiek mocno dojrzała. Od razu możemy poczuć do niej sympatię. Pewnego dnia jej życie zmienia się całkowicie, kiedy w śmietniku znajduje porzucone maleńkie niemowlę... Dziewczyna nie może zapomnieć o maleńkiej dziewczynce, którą porzuciła matka. W ten oto sposób zaczyna się jej miłość macierzyńska i zmiana jej całego życia. Warto zwrócić uwagę, że Łucja jest bardzo młoda i ma całe życie przed sobą. Podziwiałam tę bohaterkę od samego początku do końca. 



Drugą bohaterką jest Justyna, jej historię poznajemy podczas jej psychoterapii. Dziewczyna leczy się z depresji od kilku lat i opowiada swoje studenckie losy. 

"...czasem trafiali się jej pacjenci tacy jak Justyna. Budzili w niej nie tyle litość, co żal. Bo mogli być kimś. Odnieść sukces, zmienić świat albo uratować wiele istnień. Tylko ten przewrotny los w pewnym momencie zadrwił z nich i wywrócił wszystko do góry nogami. To było naprawdę niesprawiedliwe."

Obie historie chwytają za serce. Bohaterowie poboczni też tutaj są bardzo istotni, jak chociażby pani Hania, ciepła dobra kobieta, taki anioł. 

Po przeczytaniu tej książki naszły mnie wspomnienia, które nie są aż takie jak w książce, ale które też ukształtowały moje dalsze życie. Jedna decyzja może zmienić całe Twoje życie nieodwracalnie. To czy kogoś się spotka, pozna, zakocha się nie w tym człowieku... To właśnie lubię w książkach, kiedy poruszą we mnie najczulsze struny... Jednocześnie wyobrażając sobie bohaterów wspominałam ciepły piach na plaży, szum morza, które uwielbiam... No i te przecudne muszelki, które też lubię zbierać. 

To co najważniejsze to poznajemy różne rodzaje miłości. Miłość do dziecka adoptowanego, miłość do mężczyzny, miłość nieodwzajemniona, miłość utracona... Za tą śliczną błękitną okładką siedzi pełen worek emocji. 



Jest to książka dla każdego. Poleciłabym ją studentkom ku przestodze, matkom, a także babciom, ciociom itd. Uważam, że w każdym czytelniku może rozbudzić emocje i każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Jest to powieść z gatunku tych, o których nie da się zapomnieć. Czytam naprawdę ogromne ilości i jest bardzo dużo książek, które wiem, że czytałam i nie wiem o czym były. A ta jak tutaj...jest taka do NIE-ZA-POM-NIE-NIA. 

Polecam fanom powieści obyczajowych. Pani Przybyłek w najwyższej formie pisarskiej. 







Dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona za egzemplarz do recenzji.



Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 382
Moja ocena: 10/10