wtorek, 10 lipca 2018

"Wszystkie pory uczuć. Lato" Magdalena Majcher (tom IV) - recenzja książki

75/2018

Dzisiaj przychodzę do Was z ostatnią częścią serii książek pani Magdaleny Majcher. Ale niech Was nie zwiedzie letnia okładka, bo to nie jest książka opisująca letnie przygody jakieś bohaterki. Ta część jest najbliższa mojemu sercu, bo czuję jakbym sama ją napisała...z doświadczenia.

Zapraszam na moją recenzję!







W ostatniej części główną bohaterką jest Joanna, koleżanka Hani z pierwszej części. Dziewczyna, która wychowywała się w domu dziecka, choć miała mamę, która żyła i w innej sytuacji mogłaby się nią zająć. Joanna nie miała dobrego wzorca z domu i tak bardzo chciała mieć rodzinę, inną niż jej własna patologiczna, gdzie rządził alkohol.

Joanna jest przykładem kobiety, która kochała za bardzo i za bardzo chciała kochać i być kochaną. Udaje jej się związać z Maćkiem, który jest odpowiedzią na jej modlitwy o dobrego faceta. KIedy zaczyna im się układać, oboje dochodzą do wniosku, że chcieliby mieć dziecko. Ponieważ zegar biologiczny mocno tyka, a oni znali się dopiero od roku, mieli pewność, że chcą razem założyć rodzinę.

"Ciąża, nawet ta planowana co do momentu, potrafi zadziwić."

Joanna zachodzi w ciążę i poznajemy jej losy jako ciążowej kobiety, sam poród, a także to co się z nią dzieje po porodzie. Oczywiście, jak większość kobiet, ma wszystko zaplanowane, poród, karmienie piersią i dalsze życie z maluszkiem. Pierwsze godziny po porodzie są koszmarem dla świeżo upieczonej matki.

Jest to pełna emocji opowieść o trudnym macierzyństwie, o tym co może się dziać z kobietą po urodzeniu dziecka, jaka M-U-S-I być szczęśliwa z tego powodu. Joasia przestaje sobie radzić z obowiązkami, z płaczącym dzieckiem i z własną psychiką. Wszystko jest zamiatane pod dywan i zwalane na przemęczenie i zmęczenie.... a dzieje się coś dużo gorszego z naszą główną bohaterką. Kibicowałam jej od samego początku i czułam jakby autorka opisywała kogoś bardzo mi znanego, czyli mnie.... Może nie było aż tak, ale to był trudny okres w moim życiu.

"Można wieść nieudane życie, można mieć męża idiotę, ale nie można czuć niechęci i złości do swojego kilkutygodniowego dziecka. To temat tabu, o którym się nie rozmawia. Nie istnieje".


Bardzo dziękuję autorce za tak cudną powieść, za zawarcie w niej tak trudnego tematu. Tę książkę polecam każdej kobiecie, a także mężczyznom, niezależnie czy mają już dzieci czy nie. Może dzięki niej będzie łatwiej zrozumieć, co się dzieje z kobietą po porodzie, a te piękne obrazki karmiących matek i szczęśliwych mamusiek wcale nie muszą dotyczyć nas.... i to też jest w porządku. Czytając o kapturkach do karmienia powracał do mnie koszmar tamtych dni.... Jakie to uczucie zobaczenia siebie nago w lustrze po porodzie...

Czytając miałam łzy w oczach, bo też miałam dokładnie takie jak główna boahterka problemy z karmieniem dziecka. Choć minęło tyle lat, pamiętam to rozczarowanie, że jest inaczej niż miało być. Książka ta dla mnie jest bardzo ważna, ze względu na temat depresji poporodowej. Teraz mówi się o tym więcej, ale te 8 lat temu mam wrażenie, że to był temat tabu. Niezrozumiałość społeczeństwa i dobre rady znajomych mogą kobietę bardziej pobijać niż jej w czymkolwiek pomóc.

My, matki, musimy pamiętać, że nie ma matek idealnych.



Bardzo żałuję, że to już ostatnia część. Namawiam Was gorąco do przeczytania tej serii książek, bo są mądre, cudne i dobrze się je czyta.


Wydawnictwo: Pascal
Ilość stron: 368
Moja ocena: 9/10