piątek, 9 listopada 2018

"Byle do przodu" Rudnicka Olga

114/2018

Olga Rudnicka to jest ta autorka, której książki czytałam wszystkie. Nieustannie mnie bawi, jej książki są jak miód na moje serce i plaster na ranę - zawsze poprawia mi humor.  Zapraszam!


TRUP BYŁ, ALE SOBIE POSZEDŁ!


Niemożliwe? W książkach Olgi Rudnickiej wszystkie chwyty dozwolone. Autorka oddała nam kolejną książkę, przy której ubawiłam się po pachy.

Fabuła książki: Głównymi bohaterami "Byle do przodu" jest rodzeństwo: Maria i Piotr. Maria od zawsze marzy o własnej restauracji, zaś jej brat chętnie zostałby właścicielem salonu urody. Okazja sama pcha się w ręce, kiedy ich bogaty ojciec daje im duży zastrzyk gotówki na rozwinięcie swoich prywatnych firm. Wszystko byłoby fajnie, ale Maria i Piotr zaczynają się zastanawiać, co się stało, że ojciec dał im tak drogi prezent, jakie jest tego drugie dno. Do tej pory prezenty od ojca zawsze niosły za sobą jakąś wiadomość, najczęściej złą jak np. rozwód rodziców.  Rodzeństwo próbuje wszelkimi sposobami dowiedzieć się, o co może chodzić ojcu, gdyż jak to mówią: "Za darmo umarło".  Zatrudniają w tym celu detektyw Matyldę Dominiczak i zaczyna się dochodzenie. Oczywiście, jak to u Rudnickiej, będą śmieszne dialogi, absurdalne sytuacje i kupa śmiechu. Akcja goni akcję, jest też trup, który był, ale...sobie poszedł. Niezła jest też mama Marii i Piotra oraz jej koleżanka, hehe, czego one we dwie nie wymyślą, żeby też dowiedzieć się prawdy.

"Ojciec i tak zrobi to, co będzie chciał. Jak zawsze zresztą. Miał swoje życie, a oni swoje. [...] Myśl, o szpiegowaniu ojca nie podobała jej się ani trochę. Słowa matki nasiliły jednak niepokój, który towarzyszył jej od tygodni. Warto zorientować się w sytuacji, choćby dla własnego spokoju."

Wiem, że mają być kolejne części o detektyw Matyldzie, na pewno się w nie zaopatrzę, mam sentyment do autorki i czytam wszystko co wyda. 



Moje odczucia: Uśmiałam się. Może nie tak wiele jak przy Nataliach, ale humor na pewno mi się poprawił. Akcja z manekinem rozwaliła mnie na łopatki. Mam jednak wrażenie, że w tej powieści jest mało Rudnickiej, mimo lekkiego pióra i zagadki. A może jest tak, że z każdą przeczytaną powieścią podnosimy autorom poprzeczkę? 

Książkę polecam osobom, które umieją spoglądać na świat z przymrożeniem oka i chcą się przy książce zrelaksować. To nie jest literatura ambitna z przesłaniami, jest to książka, dzięki której spojrzysz na świat z uśmiechem. Rudnicka pisze tylko komedie, za co bardzo ją lubię, bo jest w tym po prostu świetna. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.



Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 445
Moja ocena: 8/10