czwartek, 1 listopada 2018

Książki, przy których płakałam... Moje wyciskacze łez

Moi drodzy,

Nie znam osoby, dla której 1 listopad nie byłby szczególnym dniem. W tym dniu zadumy nad sensem życia przychodzę do Was z moją listą książek, przy których wylałam morze łez. Bardzo rzadko płaczę nad książką, często się wzruszam, ale tylko niektóre książki potrafią wywołać u mnie lawinę łez. Są dni, kiedy potrzebuję sięgnąć po taką literaturę, która wiem, że mnie rozłoży na łopatki, a z drugiej strony dzięki niej moje problemy zmniejszą się po stokroć. Zapraszam na nowy post.


Książki, przy których płakałam:



"Tysiąc pocałunków" Tillie Cole


Opis z okładki: Wyobraź sobie, że otrzymujesz tysiąc małych karteczek i masz wypełnić je najpiękniejszymi momentami swojego życia… Jeden pocałunek trwa chwilę. Tysiąc pocałunków może wypełnić całe życie. 

Chłopak i dziewczyna. Uczucie powstałe w jednej chwili, pielęgnowane później latami. Więź, której nie był w stanie zniszczyć ani czas, ani odległość. Która miała przetrwać już do końca. A przynajmniej tak zakładali. 

Kiedy siedemnastoletni Rune Kristiansen wraca z rodzinnej Norwegii do sennego miasteczka Blossom Grove w stanie Georgia, gdzie jako dziecko zaprzyjaźnił się z Poppy Litchfield, myśli tylko o jednym. Dlaczego dziewczyna, która była drugą połową jego duszy i przyrzekła wiernie czekać na jego powrót, odcięła się od niego bez słowa wyjaśnienia?

Serce Rune’a zostało złamane, gdy dwa lata temu Poppy przestała się do niego odzywać. Jednak, gdy chłopakowi przyjdzie odkryć prawdę, jego serce rozpadnie się na nowo.


Mój komentarz: Po książkę sięgnęłam przez przypadek, dostałam w prezencie e-booka i nie czytając opisu w necie zaczęłam czytać...Szczerze? Na taką książkę nie powinno być żadnej skali. Wyłam czytając tak, że nie widziałam literek. Niesamowicie uczuciowa i piękna lektura, prawdziwy wyciskacz łez. To nie jest książka dla każdego. Dusza romantyka, ktoś kto zaczytuje się w powieściach obyczajowych, będzie zachwycony. Od mniej więcej połowy książki lały mi się już łzy...jak z kranu. Nie pamiętam książki, przy której bym tak mocno płakała. Cisza, spokój, noc, ta książka i ja... Tysiąc pocałunków, tysiąc myśli. 

Pozwólcie że przytoczę tylko jeden cytat: 

"...Dlaczego trzeba stanąć w obliczu śmierci, by nauczyć się doceniać każdy dzień? Dlaczego musimy czekać, aż niemal skończy się nam czas? Dopiero wtedy zaczynamy spełniać marzenia, które mieliśmy, gdy wydawało nam się, że jesteśmy nieśmiertelni. Dlaczego nie patrzymy na ukochaną osobę, jakbyśmy mieli jej już nie zobaczyć? Gdybyśmy to robili, nasze życie byłoby cudowne. Byłoby prawdziwe i pełne."

"Apteka marzeń" Natasza Socha


Opis z okładki: Człowiekowi wydaje się, że jest odporny na śmierć. Że jest objęty ochroną, chociaż inni przecież umierają. Pędzimy samochodami, skaczemy ze spadochronami, balansujemy na granicy życia, a jednak nigdy nic złego się nie dzieje. Nie patrzymy na śmierć z pokorą, bo przecież nas samych ona nie dotyczy. Człowiek staje się dorosły nie wtedy, gdy ubrania robią się dla niego za ciasne, ale gdy wyrasta z własnego egoizmu.


Ola i Karolina poznają się w nietypowym miejscu, w nietypowej sytuacji. Dzieli je dziesięć lat różnicy, co w przypadku dziecka i nastolatki jest przepaścią. Znajdują jednak wspólny język i pokazują, że nawet w najgorszych okolicznościach można myśleć o innych. Ola istnieje naprawdę, postać Karoliny łączy w sobie doświadczenia wielu nastolatek, którym życie podstawiło nogę.



Ta historia ma dwa zakończenia – dobre i gorsze, bo tak działa prawo równowagi w przyrodzie.



To opowieść o skrajnych emocjach, potędze matczynej miłości, sile, jaką daje rodzina. O wielkiej aptece z marzeniami, które można dostać bez recepty. I o zwyczajnych, lecz niezwykłych bohaterach, którzy mierzą się z nieustępliwym pytaniem: kto ukradł im zwyczajne życie?


Mój komentarz: Po pierwszym rozdziale wiedziałam, że ta książka będzie trudna i smutna, ale nie odłożyłam czytnika, tylko wciągnęłam się w historię małej Oli i Karoliny. Są to dwie dziewczyny, które poznają się na oddziale onkologicznym. Ich historię poznajemy z perspektywy matki Oli oraz Karoliny. Trudno się czyta takie książki, ale po nich dostaje się kopa do życia. Niby wiemy, że tak jest, ale każdy ucieka od słowa RAK jakby można się było nim zarazić. Często mówimy: doceniajmy to co mamy,  a za chwilę słychać narzekania itd. Najbardziej utkwił mi w głowie taki fragment: 


"...Do wszystkich ludzi, których denerwuje padający deszcz, zbyt głośno szeleszcząca gazeta czy też spóźniający się tramwaj. Do tych, którzy kłócą się o nic. Lub o włosy kota na poduszce. O smak rosołu. Raz jeden w życiu przejdźcie się korytarzem szpitala onkologicznego. Oddział dziecięcy..."

"Karuzela" Agnieszka Lis


Opis z okładki: Że cię nie opuszczę aż do śmierci…  Renata żyje w nieustannym biegu. Trudno jej znaleźć choćby krótką chwilę tylko dla siebie. Cały dom jest na jej głowie, co przy trójce małych dzieci i ciągle nieobecnym mężu nie jest łatwe. Poza tym, od pewnego czasu kobieta boryka się z różnymi dolegliwościami. Najlżejszy dotyk sprawia, że na jej ciele pojawiają się sińce. Diagnoza lekarska jest jednoznaczna – Renata choruje na białaczkę. Ta wiadomość zupełnie przewraca do góry nogami życie jej i oraz całej rodziny. Karuzela, to niezwykła opowieść o walce z okrutną chorobą. Pełna ciepła i subtelnego humoru. To nie tylko historia Renaty, ale także całej jej rodziny, która w obliczu tragedii jednoczy się na nowo. Są bowiem sytuacje, w których człowiek nie może być sam. Zwłaszcza, gdy każda chwila jest walką o powrót do normalności, o jeszcze jeden mały krok.

Mój komentarz: Chcesz przeczytać książkę, która poruszy Cię do głębi? Po której pobiegniesz przytulić dzieci? Przy której czytaniu łzy będą kapały jak grochy? Do dziś pamiętam jak płakałam. Nie mogłam się w ogóle uspokoić. Historia chorej Renaty i jej rodziny opisana jest w subtelny i zarazem piękny sposób. 


"Chłopiec w pasiastej piżamie" John Boyne



Opis z okładki: Wstrząsająca historia pięknej przyjaźni na przekór złu szalejącej wojny.  Dwóch chłopców i dwa światy... Obaj urodzili się w tym samym dniu, miesiącu i roku, ale los traktował ich do pewnego czasu zupełnie inaczej. Bruno, syn niemieckiego oficera, żyje podczas wojny, prawie w ogóle jej nie doświadczając, nie mając świadomości, że ona trwa tuż obok, pochłania ofiary. Szmul, syn żydowskiego zegarmistrza, zna wojnę od tej najgorszej, najbardziej nieludzkiej strony. To ona odebrała mu spokojne dzieciństwo, bezpieczeństwo, przyszłość oraz członków rodziny. 

Mój komentarz: Książka i film tak samo dobry, nie da się o nim zapomnieć. Niezwykle wzruszająca, piękna opowieść o przyjaźni dwóch młodych chłopców. Jeden nieświadomy tego, że jest wojna, i ten drugi zamknięty za drutem obozu zagłady...


"Spóźnieni kochankowie" William Wharton


Opis z okładki: Jack – amerykański biznesmen – porzuca świat interesów, aby na powrót odkryć swoje życie, malując ulice Paryża i żyjąc jak kloszard. Spotkanie z Mirabelle, niewidomą siedemdziesięcioletnią kobietą, odmienia całe jego życie. Związek, który się między nimi rodzi, okazuje się zaskakujący: potężny, niewinny, a jednocześnie głęboko erotyczny.  „Spóźnieni kochankowie” to cudownie ciepła opowieść o miłości, która pokonuje wszelkie bariery, nawet barierę śmierci.

Mój komentarz: Nie pamiętam dokładnie o czym była ta książka, czytałam ją jak byłam na studiach. To była pierwsza książka, przy której przeryczałam noc i łzy kapały mi na wypożyczoną książkę z  biblioteki. 


"Bez mojej zgody" Jodi Picoult


Opis z okładki: Annie nic nie dolega, a mimo to żyje tak, jakby była obłożnie chora. W wieku trzynastu lat ma już za sobą niejedną operację, wielokrotnie oddawała krew, żeby utrzymać przy życiu swoją starszą siostrę Kate, która we wczesnym dzieciństwie zapadła na białaczkę. Annie została poczęta w sztuczny sposób, tak aby jej tkanki wykazywały pełną zgodność z tkankami siostry. Choć przez całe życie postrzegano ją wyłącznie przez pryzmat siostry i tego, co dla niej robi, aż do tej pory Annie akceptowała tę swoją życiową rolę. Teraz jednak, wzorem większości nastolatków, zadaje sobie pytania dotyczące tego, kim jest naprawdę. Wreszcie Annie dojrzewa do podjęcia decyzji, która dla wielu osób byłaby nie do pomyślenia, decyzji, która podzieli jej rodzinę, a dla ukochanej siostry będzie wyrokiem śmierci.

Mój komentarz: Jak dla mnie najlepsza książka Jodi Picoult. Film też był dobry, ale różni się fabułą od książki. 


"Dziewczyny z powstania" Anna Herbich


Opis z okładki: 1 sierpnia 1944 roku w Warszawie było pół miliona kobiet. Wiele z nich poszło do Powstania jako sanitariuszki, łączniczki, część chwyciła za broń. Wszystkie walczyły o przetrwanie. Panienka z dobrego domu w myślach powtarzała: „Boże, spraw, abym wytrzymała tortury”. Matka, która urodziła tuż przed godziną „W”, kołysała dziecko w rytm wybuchających bomb. I ośmioletnia Helenka, prowadzona na pewną śmierć. „Mamo, ja nie chcę umierać” – szeptała.


Przez 63 dni heroicznej bitwy walczyły, bały się, śmiały, kochały, opłakiwały bliskich. Mężczyźni stwierdzili: „Ojczyzna jest pierwsza. Musicie sobie jakoś radzić”. Kobiety zostały same, w obliczu dramatycznych dylematów. Włożyć coś do garnka czy kupić bandaże dla rannych? Jak zginę: z głodu czy z rąk Niemców? Ale pytanie, czy warto walczyć, w ogóle nie przychodziło im do głowy. Bo odpowiedź była tylko jedna. Usłyszmy głos dziewczyn z Powstania.


Mój komentarzPodam tylko jeden cytat: "... moje dzieci i wnuki regularnie mnie odwiedzają. Siadają przy stole i skarżą się na swoje kłopoty. A to coś nie wyszło w pracy, a to nie udało się czegoś załatwić w urzędzie, a to nie wypalił jakiś wyjazd. Patrzę wtedy na nich zdumiona. I mówię: „ Czy twoje miasto jest bombardowane? Czy twojemu mężowi grozi śmierć od nieprzyjacielskiej kuli? Czy twoje dzieci głodują? Jeśli nie, to nie masz powodu do narzekania. Wszystko inne jest bowiem błahostką.”


"Ania" Maciej Drzewicki, Grzegorz Kubicki



Opis z okładki: Łobuziara z urodą nastolatki i głosem Jana Himilsbacha, w zasadzie nie musiała niczego grać. Pojawiła się w polskim kinie znikąd i od razu stała się fenomenem: przed kamerą bardziej naturalna od szkolonych aktorek, utożsamiała „polski sen lat 90.” – była idealną dziewczyną z sąsiedztwa, która trafiła na okładki magazynów i do telewizji w szczytowych godzinach oglądalności. Ania Przybylska została „Królową Serc” w kraju, w którym ludzie sukcesu - zwłaszcza „piękni i młodzi” - nigdy nie mają łatwo. Była sympatyczną Marylką ze Złotopolskich, ale też dziewczyną z rozkładówki „Playboya”. Raz mówiła, że nie ma pomysłu na życie poza aktorstwem, innym razem – że na pierwszym miejscu jest rodzina. Długo nie miała szczęścia w miłości, lecz ciągle była zakochana. Spieszyła się momentami tak, jakby czuła, że to wszystko może zbyt długo nie potrwać. Jakby wiedziała, że szybko musi zawierać związek, zakładać rodzinę, urodzić dzieci, by zdążyć się jeszcze tym wszystkim nacieszyć - opowiadają w książce jej bliscy. 

Mój komentarz: Każdy wie jak się skończyła historia Ani, ale jako matka czytając potrzebowałam chusteczek...


"Promyczek" Kim Holden



Opis z okładki: Życie Kate Sedgwick nigdy nie było bezbarwne. Dziewczyna pomimo problemów i tragedii zachowała pogodę ducha – nie bez powodu jej przyjaciel Gus nazywa ją Promyczek. Kate jest pełna życia, bystra, zabawna, ma również wybitny talent muzyczny. Nigdy jednak nie wierzyła w miłość. Właśnie dlatego – gdy wyjeżdża z San Diego by studiować w Grant, małym miasteczku w Minnesocie – kompletnie nie spodziewa się, że przyjdzie jej pokochać Kellera Banksa.


Oboje to czują.
Oboje mają powód, by z tym walczyć.
Oboje skrywają tajemnice.



Kiedy wyjdą one na jaw, mogą uzdrowić…
Mogą również zniszczyć.



Mój komentarz: Czasami lubię sięgnąć po książki młodzieżowe. Przez jakieś 60% książki nie wiedziałam, skąd zachwyt i takie wysokie noty tej książki, wydawała mi się taka mdła... A potem się zaczęło. Choć mocno przewidywalne to łzy miałam w oczach. Polecam każdemu kto lubi się wzruszyć i zastanowić nad własnym życiem. 


A oto lista książek, których nie znam, a podobno też przy nich potrzeba pudełka chusteczek. Znacie któraś? 


"Bez słowa" Rosie Walsh


Opis z okładki: Siedem idealnych dni. Potem on zniknął. Gdy Sarah poznaje Eddiego, zapomina o całym świecie. Pragnie nacieszyć się każdą wspólną chwilą. Spędzają razem - jak zgodnie stwierdzają - najpiękniejszy tydzień w ich życiu. Aż nadchodzi nieuchronne rozstanie… Obiecują sobie utrzymywać kontakt, zanim nie wymyślą planu na wspólne jutro. Lecz jedno z nich nie dotrzymuje słowa… Nie daje znaku życia. Przepada jak kamień w wodę… Przyjaciele namawiają ją, by zapomniała o nim. Ale ona nie może. Wie, że coś się stało, że musi istnieć jakieś wytłumaczenie.
Minuty, dni, tygodnie mijają, a Sarah jest coraz bardziej zmartwiona. Ale wkrótce (pewnego dnia) odkrywa, że miała rację... Wyjątkowa i przewrotna opowieść o ludziach, którzy nigdy nie powinni stanąć na swojej drodze.

"Niebo na własność" Luke Allnut


Opis z okładki: Jack jest oczkiem w głowie rodziców, źródłem ich szczęścia i rodzinnej harmonii. Gdy ma trzy lata, zaczyna zachowywać się niepokojąco. Pojawiają się problemy z utrzymaniem równowagi i mówieniem. Nieśmiałe podejrzenia zmieniają się wkrótce w diagnozę – Jack ma złośliwy nowotwór mózgu. Rozpoczyna się dramatyczna walka o życie dziecka. Zdesperowani i wyczerpani rodzice powoli oddalają się od siebie i kłócą, zamiast wspierać.

Wyjątkowa powieść o uczuciach wystawionych na próbę. Poruszający obraz tego, jak bolesne doświadczenia najpierw doprowadzają do rozpaczy, a potem dają nadzieję, by ponownie zrzucić w otchłań cierpienia. Jednak nawet w najbardziej zdruzgotanym sercu może odrodzić się nadzieja.

Znacie jakieś inne wyciskacze łez? Podzielcie się w komentarzu.


K.