czwartek, 8 listopada 2018

"Zbrodnia w wielkim mieście" Alek Rogoziński

113/2018

Kto czyta mojego bloga wie, że zaczytuję się w książkach Alka. Pasuje mi jego styl pisania i przede wszystkim poczucie humoru, którego czasami brakuje mi w życiu, a który odzyskuję po przeczytaniu wesołej książki. Czy nowa książka Alka trafiła w mój gust czytelniczy? Zapraszam.


Czy kiedykolwiek mieliście ochotę zabić swojego szefa? 

Pierwsze zdanie z tyłu na okładce od razu zdobyło moje serce, ale nie pytajcie dlaczego :)

Akcja książki toczy się w Warszawie. W niewielkim wydawnictwie prasowym pracują trzy przyjaciółki: Martyna, Iwona, Sandra; każda inna, z innymi problemami, ale mimo upływu lat lubią spędzać ze sobą czas w pracy i poza nią. Pewnej nocy, w czasie przymusowych nadgodzin (musiały być w razie czego), kobiety spędzają czas na plotkach popijając wino. Po kilku kieliszkach języki się mocno rozwiązały i w żartach zaczęły wymyślać morderstwo doskonałe. A kto miał być celem? Ich wspólny nielubiany szef Waldemar. Kobiety najchętniej zmieniłyby pracę na inną, ale nie mogą ze względu na pożyczkę wziętą u poprzedniej właścicielki. Teraz są dłużniczkami swojego szefa, a ta sytuacja choć im się nie podoba, nie ma rozwiązania. Nie mają takich pieniędzy, by spłacić Waldemara. 

Jakie wielkie jest ich zdziwienie, kiedy kilka dni później znajdują ciało szefa w firmie, a wszystko wskazuje na to, że ktoś zrealizował ich plan. Co zrobią przyjaciółki? Mogę wam zagwarantować, że będzie wesoło i będzie się działo. Okazuje się, że jest więcej osób w kolejce do zabicia Waldemara, począwszy na jego żonie, a kończąc na kumplu. 


Były momenty kiedy parskałam śmiechem znów zapluwając książkę (dobrze, że nic wtedy nie jadłam). Autor potrafił znów poprawić mi nastrój i sprawić, że czas spędzony na czytaniu będę bardzo miło wspominać. Wielki szacun za research, słownictwo nastolatków i ich dialogi to istny majstersztyk. Jak pomyślę, że moje dzieci będą tak mówiły za kilka lat to już jestem załamana, czy się dogadamy. 

"- Na razie to ty się staczasz - zauważył jej syn. - Północ, alko, a za moment jeszcze będziesz karmić łabędzie.
- Co będę robić?
- Jak to się mówiło za twoich czasów? Tresować pawia...?"

Bardzo lubię książki Alka też z tego względu, że na samym początku przedstawia bohaterów i można zawsze do tego słowniczka zajrzeć. Pomaga to w połapaniu się kto jest kim i dlaczego. Autor przemyca też kilku bohaterów z poprzednich książek, a także nawiązuje do niedawnej sytuacji, o jakiej było głośno w Polsce, czyli o znalezieniu wylinki pytona tygrysiego. Można doszukać się tekstów o niektórych "celebrytkach", co jest bardzo ciekawe, bo czuć, że książka jest pisana współcześnie i całkiem niedawno. 

Moje odczucia: Śmiem twierdzić, że jest to najlepsza książka Alka. Nie sądziłam, że autor mnie może aż tak zaskoczyć. Zakończenie idealne, po prostu, nic dodać, nic ująć. Jest to książka dla osób, które lubią bawić się przy czytaniu i nie mają problemu ze spojrzeniem na świat z przymrożeniem oka. A jeśli ktoś nie ma nastroju to też zachęcam - książka zaraża śmiechem. 


Moja mama idzie do szpitala w przyszłym tygodniu i sama się dopraszała o jakąś wesołą książkę Alka. Wiem już jaką dostanie.  Po cudownych niektórych książkach Chmielewskiej nie wiedziałam, czy znajdę odpowiednik na polskim rynku. Na szczęście jest Rogoziński i Rudnicka, jestem spokojna, będę miała co czytać. 

"Zbrodnia w wielkim mieście" to kolejna książka z czerwoną szpilką na okładce. Aż mam ochotę sobie kupić takie szpilki i pójść w nich na spotkanie autorskie z Alkiem. Wielkie brawa dla wydawnictwa za bardzo subtelną, ale też wymowną okładkę. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję autorowi. Książka z autografem do super prezent dla takiej książkoholiczki jak ja. 


Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 331
Moja ocena: 9/10