czwartek, 28 grudnia 2017

"Czas cudów, czyli opowieści pod jemiołą"

161/2017

Miałam ochotę przeczytać coś na szybko, w oko wpadł mi ten tytuł na moim kochanym kindlu, a jak zobaczyłam że to opowieści rożnych autorów to stwierdziłam, że czas zobaczyć czy taki styl literacki do mnie przemawia.  Czasami jest tak, że nie mam ochoty wchodzić w nową historię, bo żyję poprzednią książką, a np. jadę gdzieś komunikacją i szkoda mi czasu na gapienie się przez okno. Wydaje mi się, że ciężko jest na literackim rynku znaleźć dobre opowiadania, do tej pory nie znalazłam nic co by mnie wciągnęło. Zaryzykowałam po raz kolejny i oddałam swój czas tej książce. Co z tego wynikło?





Na tę książkę składają się opowiadania takich autorów jak m.in. Joanna Bujak, Małgorzata Falkowska, Joanna Jax. Innych nazwisk w ogóle nie kojarzyłam.

Chyba najbardziej podobało mi się pierwsze opowiadanie z książki "Zwyczajny cud" pani Bujak, polskiej  autorki, której znam jedną tylko książkę "Nikt się nie spodziewał". Do dziś pamiętam, jak zaskoczyło mnie jej zakończenie, co rzadko mi się zdarza. Czytając dużo można wiele się domyśleć, jakie dana książka będzie miała zakończenie. Na podstawie opowiadania "Zwyczajny cud" można by było napisać fajną powieść. Autorka oddała w pełni klimat świąt, zawarła odpowiedni morał na końcu, więc nie ma się do czego przyczepić. Po tym opowiadaniu nabrałam chęci na zapoznanie się z resztą twórczości tej autorki. 

Ogólnie pisząc, każde opowiadanie jest w temacie świąt. W sumie każde niesie ze sobą jakąś ważną myśl, ale podsumowując - nie jest to rodzaj powieści dla mnie. Co prawda kilka opowiadań bardzo mi się podobało, ale za każdym razem czułam duży niedosyt po ich przeczytaniu. Jednak taka krótka forma to nie dla mnie. Lubię żyć książką, a tutaj jak już zaczęłam się wciągać i analizować sobie w głowie bohaterów, to był bach i koniec opowiadania. I kolejne i kolejne. łapałam się na tym, że wszystko w pewnym momencie zaczęło mi się mieszać, więc na pewno nie polecam czytać tego na raz. Nie da się i można zgłupieć. Z niektórych opowiadań można by było zrobić fajną książkę normalnej wielkości. Jestem przekonana, że inaczej odbiorą tę książkę osoby, które czytają mało, a chciałaby coś przeczytać świątecznego. Wtedy myślę, że taka forma ma sens. Dla takiego książkoholika jak ja, to była taka degustacja: coś Ci zaczyna smakować, a za chwilę dostajesz coś nowego i znów nowego. Więc mówiąc tak kulinarnie - wyszłam głodna z tej całej przygody. 



Moja ocena 6/10

Pozdrawiam, 
K.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że do mnie wpadłeś. Jeśli masz ochotę to zostaw komentarz.
Zapraszam na mojego Facebooka, gdzie organizuję konkursy oraz na Instagrama, na którym zamieszczam zdjęcia książek i nie tylko.