czwartek, 19 grudnia 2019

"Pod naszym niebem" Sylwia Kubik

177/2019

Jest to pierwsza książka, jaką przeczytałam z serii "Opowieści z wiary". Zapraszam na przeczytanie kilku zdań co sądzę o debiucie Sylwii Kubik.



"Z życiem jest jak z syropem z mniszka - by wyciągnąć z niego to, co najlepsze, trzeba w nim od czasu do czasu zamieszać."


Fabuła książki toczy się w Brzozówce, małej wiosce na Powiślu, gdzie wydawałoby się, że rządzi spokój i cisza. Ależ nic bardziej mylnego, bo praktycznie każdy z mieszkańców ma swoje problemy większe i mniejsze. Dodatkowo jak to na polskiej wsi wszyscy wszystko o sobie wiedzą, ale czy naprawdę? Czy jednak ludzie skrywają więcej problemów niż by się wydawało?

Głównymi bohaterami jest społeczność całej wsi, tak naprawdę trudno jest wybrać jedną główną osobę, bo mamy wiele wątków. 

Karolina, nauczycielka polskiego, spełniona żona i matka, martwi się nowym mieszkańcem wsi, który chce wprowadzić zmiany i zamienić stary budynek na... (Tego wam nie zdradzę). Patrząc na życie Karoliny można zobaczyć samo szczęście, ale nie zawsze tak było. Ma ona za sobą bardzo trudne chwile, związane z narodzinami córeczki Gabrysi. Tutaj autorka odniosła się do własnych doświadczeń. Kobieta przyjaźni się z sołtyską Krysią i sąsiadką Hanią. Wciągnęły mnie na swój sposób losy Hani, która wzięła pod swój dach teściową, która złamała rękę. Wydawało by się, że to nic takiego, ale co zrobić jeśli to tzw. teściowa z piekła rodem. Hania martwi się także swoim dorastającym synem, wie, że chłopak ma problem, ale jak dotrzeć do nastolatka? Jest też i Wiktoria, wychowująca się w wielodzietnej rodzinie, która wstydzi się zachowania własnej matki i jej partnera. Jest tu wielu bohaterów, nie ma sensu ich tu opisywać. Jednych polubiłam, innych od razu nie. 

Ciekawym zabiegiem jest odwołanie do wydarzeń z czasów II Wojny Światowej. Tę część poznajemy dzięki pani Helenie, kobiecie trzymającej się na uboczu... My może też mamy takie sąsiadki koło siebie? 

"Z miłością spoglądała na swój mały cud. Każdego dnia dziękowała Bogu, że udało się uratować jej córeczkę. Tak wiele przedwcześnie urodzonych dzieci umiera w cierpieniu, mimo że w Polsce akurat neonatologia stoi na wysokim poziomie."




"Rozstanie boli, ale taki ból jest lepszy niż nieczucie niczego. Ból oznacza, że człowiek, który odszedł, wart był miłości, wart tęsknoty i pamięci..."


Książka Sylwii Kubik to prawdziwa opowieść o ludzkich losach, które tak jak w życiu nie są pozbawione trosk, ale zdarzają się także szczęśliwe chwile. Nie wiem, czemu, ale ja mieszczuch, lubię książki, gdzie akcja toczy się na wsi, w miejscu spokojnym. Podobało mi się, że autorka poruszyła wiele trudnych i ważnych tematów, ale zrobiła to w sposób niezwykle umiejętny. Jest tu też samotne macierzyństwo, troska o zdrowie dziecka, teściowa z piekła rodem, dorastająca młodzież, choroba...

Z tego co wiem, to autorka wiele tematów czerpała ze swojego doświadczenia, jak np. historia Gabrysi, małej dziewczynki, która mogła umrzeć. Możemy sobie wyobrazić problemy matek wcześniaków, dzieci ważących mniej niż kilogram, ich hospitalizacji, rehabilitacji i walki o każdy dzień. 

Książka wzrusza, jest niezwykle ciepła i kojąca, na swój sposób taka... nie wiem wyciszająca :) Na pewno skłania do myślenia, ma przesłanie i wiele możemy wynieść z tej lektury. Podobał mi się klimat tej powieści, bo można bardzo mocno się zaprzyjaźnić się z niektórymi bohaterami. 

Jest to dobry debiut, czekam na II tom. 

Za egzemplarz książki i przepiękne dodatki dziękuję autorce i Wydawnictwu eSPe.


Wydawnictwo: eSPe
Rok wydania: 2019
Ilość stron: 384
Moja ocena: 7/10

1 komentarz:

Dziękuję, że do mnie wpadłeś. Jeśli masz ochotę to zostaw komentarz.
Zapraszam na mojego Facebooka, gdzie organizuję konkursy oraz na Instagrama, na którym zamieszczam zdjęcia książek i nie tylko.